sobota, 15 maja 2010

Mechanizmy uwiedzenia

Drugi z obiecanych szkiców.

Wszystkie sny. Z każdym z nich zbliżasz się bliżej do końca. Co raz bliżej do spełnienia.

-        Czy to Cię onieśmiela? –
Rozglądam się po wielkim mieszkaniu. Zmalałam o kilka centymetrów. Ambicja zbiegła do pięt i rozpłynęła się pod naciskiem wysokich obcasów. Każda kropla, która płynie mi po udach, skleja pończochy, jest jak pensjonarska łza. Wielki kominek. Majestatyczna skóra włoskich kanap. Paskudny modernizm na ścianach i ciężkie ramy dobrane pod kolor tapet. Hol i kandelabry. Podjazd i taras. Basen i garaż. Osobna sypialnia dla żony, osobna by bzykać naiwniaczki.
-        Czy to Cię onieśmiela? –
W ręku trzymam szklankę z grubego szkła. Kostki lodu i mocny, przezroczysty płyn. Kostki stukają o ścianki. Moja ręka drży i nie mam odwagi podnieść jej do ust. Czuję Twoją dłoń na pośladkach. Jest zdecydowana. Nie napotyka oporu.
-        Czy to Cię onieśmiela?
-        Ani trochę. – odpowiadam – Nie chcę być uwiedziona. Chcę się zaspokoić. Cała, razem z wyobraźnią. Chcę na dobre zbadać swoje apetyty.

niedziela, 9 maja 2010

Rękawiczka mojego ojca i koszula Twojego męża

Jak to się stało, że pozwoliłam Ci się pozostawić niezaspokojoną? Zrobiłam wszystko. W białej koszuli Twojego męża, na brzegu codziennego krzesła rozłożyłam szeroko nogi. Przesunęłam dłonią w skórzanej rękawiczce mojego ojca. Pieściłam się od pięty aż po kolano. Potem strzepnęłam włosami, wzniecając tumany kurzu z drewnianej podłogi. Odchyliłam się mocno, aż stęknęło krzesło, zatrzeszczało w posadach. Dłonie wbiłam w gładkie uda i pozwoliłam powoli rozwinąć się pięściom. Pokazałam Ci wszystko. Pośliniłam palec, nawet dwa. Rozchyliłam się, obnażyłam. Pozwoliłam sobie zwilgotnieć na przekór całemu światu. Cała moja pornografia rozłożona przed Tobą. Stałaś w progu, opierając się o framugę i zasłaniając światło. Gdy zanurzyłam w sobie palec, starałam się nie zmieniać wyrazu twarzy i dalej twardo patrzeć Ci prosto w oczy. Ale nagle przeszedł przeze mnie prąd, iskrząca fala i trochę zmiękły mi kolana, odwaga przypaliła się na różowych brzegach. Przymknęłam powieki i westchnęłam. Zadrżała naprężona nitka, łącząca moją cipkę z sercem i znów nic nie było proste. Otworzyłam oczy. Nie było Cię.